Napitki na świątecznym stole

  1. 8.12.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

Przywykliśmy do tego, że w Polsce świąteczne stoły wręcz uginają się od jedzenia. W zależności od regionu, na uroczyste bożonarodzeniowe śniadania i obiady podawane są potrawy, których nie uświadczymy na co dzień. Pieczone kaczki, gęsi czy dziczyzna nie będą jednak smakować bez odpowiedniego "towarzystwa". Ta sama zasada dotyczy zarówno bigosów, jak i ciast. Stąd tak wielkie znaczenie posiada serwowanie do świątecznych dań odpowiednich napitków.

Nie będziemy tu pisać o coraz bardziej popularnej w polskich domach whisky czy nawet winach, które ostatnio tak pokochali Polacy. Te zostawmy sobie na imieniny czy nawet na sylwestra. Korzystajmy z dobrze sprawdzonych wzorców naszych przodków - w tradycyjnej staropolskiej kuchni szczególną wagę przykładano do nalewek. To one swoją mocą potęgowały radosną świąteczną atmosferę, pomagały przełamywać lody czy godzić poróżnionych krewnych. Rozgrzewały uczestników świątecznych harcy, kuligów czy spóźnionych biesiadników. Zagrzewały do wspólnych tańców i śpiewów. Nieocenioną rolę odgrywała tutaj specjalna świąteczna nalewka na bazie pomarańczy i cytryn, goździków, suszonych owoców (jabłek, śliwek, żurawiny, moreli) i orzechów (zarówno laskowych, jak i włoskich). Zanim jednak nasi przodkowie mogli rozsmakować się w orientalnych przecież cytrusach, podstawowym składnikiem świątecznej nalewki były pigwy. Serwowanie pigwowej, czy później cytrusowej ratafii, w mroźny grudniowy wieczór, gdy za oknem skrzył się śnieg, wraz z chrupiącym piernikiem bądź aromatycznym sernikiem pod pierzyną z ciepłej jeszcze polewy czekoladowej, stawiało na nogi nawet najbardziej zmarzniętych gości i domowników.

Myli się jednak ten, kto uważa, że nalewki nadają się tylko na zwieńczenie świętowania. Ich najważniejszą rolą jest bowiem umożliwienie w pełni cieszenia się z dobrodziejstw świątecznego stołu. Umówmy się - nic tak nie poprawia trawienia jak 50 mililitrów dobrze schłodzonej okowity. Wiedzieli o tym nasi przodkowie i dlatego już kilka tygodni, a czasem nawet miesięcy przed świętami, nastawiali gąsiorki, by dojrzewające w nich nalewki nabierały odpowiedniej mocy.

A co serwowali nasi protoplaści w okresie świątecznym? Na polskich stołach królowała nieoceniona pieprzówka - komponowana na bazie pieprzu i miodu, doskonale wspomagająca trawienie, ale też rozgrzewająca i poprawiająca odporność. Szczególne miejsce w karafkach naszych przodków zyskała także jałowcówka, czyli ratafia jałowcowa, zwana niekiedy "polskim ginem". Ten warzony na bazie suszonych ziaren jałowca trunek idealnie pasował do tradycyjnych polskich dań takich jak bigos czy pieczona gęsina. Nieocenione właściwości w poprawianiu trawienia posiada także ratafia z orzechów. W Polsce za tradycyjną jej bazę uważa się orzechy włoskie i laskowe, w przeszłości nie gardzono także i buczyną. Przykłady wspaniałych nalewek goszczących na świątecznych stołach można mnożyć: dość wspomnieć o ratafii z anyżu, nalewce śliwkowej, wódce warzonej na wiśniach i malinach, czy w końcu popularnej wiśniówce.

Jednak święta to nie tylko alkohole. Przed laty na tradycyjnym bożonarodzeniowym stole, szczególnie we wschodniej Polsce, nie mogło zabraknąć kwasu chlebowego. Ten doskonały napitek poprawiający trawienie i pomagający poradzić sobie z syndromem dnia poprzedniego po latach zapomnienia wraca do łask. W sklepach dostępny jest już spory asortyment kwasów chlebowych i podpiwków, choć wszyscy ci, którzy pragną zasmakować w oryginalnym staropolskim napitku, mogą pokusić się o jego samodzielne przygotowanie. W tym celu konieczne jest zdobycie razowego chleba na prawdziwym zakwasie (2 kilogramy). Co do pozostałych składników konieczne będzie 5 litrów wody, 3 dekagramy drożdży, pół kilograma cukru, sok wyciśnięty z 2-3 cytryn i garść rodzynek.

Jak przygotować kwas? Chleb należy zrumienić w piekarniku i pokruszyć na drobne kawałki, włożyć do ceramicznego naczynia i zalać wrzącą wodą. Po ostygnięciu wlać rozdrobnione w wodzie drożdże (mogą być suszone). Po 12 godzinach przecedzić, dodać cukru, soku z cytryn. Zostawić na kolejne 10 godzin. Odcedzony wywar przelać do szklanych butelek, najlepiej takich z przyciskanym korkiem. Przed zakorkowaniem warto wrzucić po 1-2 rodzynki. Następnie należy odstawić butelki w chłodne miejsce i czekać. Choć napój nadaje się do konsumpcji już po dobie, warto poczekać do Świąt. Pod choinką smakuje wyborniej!

Produkty