Boże Narodzenie w Kerali

  1. 1.12.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

W położonym na południowym skrawku Indii stanie Kerala, gdzie chrześcijanie stanowią jedną piątą ludności, Boże Narodzenie obchodzi się w upale tropikalnej kanikuły.

Koczin, turystyczna stolica Kerali (administracyjną pozostaje położone bardziej na południe Trivandrum), obwieszona jest świątecznymi dekoracjami - kolorowymi gwiazdami i girlandami, powycinanymi z posrebrzanego papieru. W witrynach sklepów i na ulicznych targowiskach rozstawia się wystrugane z sandałowego drewna szopki, a na hotelowych dziedzińcach obwiesza się bombkami plastikowe choinki. Właściciele hoteli zacierają ręce - chrześcijańskie święto to szczyt turystycznego sezonu, a na plaże Kerali zjeżdżają na zimowe wakacje nie tylko tłumy zagranicznych turystów, ale także zmarznięci mieszkańcy północy Indii.

Przed szesnastowiecznym kościołem św. Franciszka na przybyszów czeka też Gerald Livero, przewodnik po miejscowych zabytkach i handlarz pamiątek. Wybrał kościół nieprzypadkowo. To najstarsza w całych Indiach chrześcijańska świątynia, wybudowana przez Europejczyków. W niej pochowany został portugalski żeglarz i zdobywca Vasco da Gama (jego syn kilkanaście lat później przewiózł szczątki ojca do Lizbony), który 1524 r. zmarł w Koczinie, przerobiwszy go wcześniej na pierwszą portugalską faktorię w Indiach.

Po Portugalczykach panami Koczinu zostali Holendrzy, którzy wymienili posiadłość z Brytyjczykami na jedną z wysp Indonezji. Kiedy w 1947 r. Brytyjczycy pożegnali się z Indiami, najwspanialszą perłą swojego imperium, oddzielając od niej wcześniej muzułmański Pakistan, południowe księstwa Malabaru, Koczinu i Travancore wybrały akces do Indii, dając początek Kerali.

Chrześcijaństwo miał tu przynieść jeszcze "niewierny" apostoł Tomasz. Po powrocie z podróży do Koczinu Vasco da Gama opowiadał, że zamieszkuje go prawie pół miliona wyznawców Chrystusa. Podbicie indyjskich wybrzeży przez kolonizatorów z Europy przyczyniło się do umocnienia tamtejszych chrześcijan. Do dziś najsilniejszymi ośrodkami chrześcijaństwa w Indiach pozostają poza Keralą położona z nią po sąsiedzku b. portugalska kolonia Goa, położony nad Zatoką Bengalską Mizoram, niemal w stu procentach nawrócony na chrześcijaństwo przez walijskich misjonarzy, a także dawne francuskie Pondicherry.

- Gdyby nie Europejczycy, chrześcijan nie byłoby dziś tylu w Kerali - przyznaje Gerald Livero. - Nawet na bożonarodzeniową kolację, obok indyjskich thali i curry, podaje się u nas potrawy z kuchni portugalskiej, holenderskiej i brytyjskiej.

Hinduscy nacjonaliści (hinduiści stanowią ponad połowę ludności Kerali) uważają chrześcijaństwo, podobnie jak islam za religie narzucone Indiom przez obcych najeźdźców. Chrześcijańskim misjonarzom zarzucają, że nawracają ludzi na swoją wiarę przekupstwem, muzułmanom zaś - fanatyzm i terroryzm. Stanowe władze w Kerali z niepokojem przypatrują się radykalizacji muzułmańskiej młodzieży, zarażającej się religijnym fanatyzmem podczas wyjazdów za chlebem w arabskich emiratach nad Zatoką Perską.

Od powstania Kerali stanem rządzą na przemian Indyjski Kongres Narodowy, partia dynastii Nehru-Gandhich i komuniści. W 1957 r. jako pierwsi na świecie (nie licząc San Marino) komuniści z Kerali zdobyli władzę, wygrywając demokratyczne wybory.

Lewicowe rządy sprawiły, że w porównaniu z innymi stanami Kerala wyróżnia się poziomem wykształcenia, powszechnością spółdzielczego sposobu pracy, a także najmniejszymi w całych Indiach różnicami społecznymi.

W maju 2011 r. przegrali wybory stanowe i oddali władzę Kongresowi, ale wierzą, że już w najbliższej elekcji wezmą odwet i wrócą do rządów. Zarzucają Kongresowi korupcję, a także wyprzedawanie Indii cudzoziemcom. Komunistom wtórują w tym ich nienawistni wrogowie - hinduscy nacjonaliści.

Na promowej przeprawie w Fort Koczin powiewają czerwone flagi z sierpem i młotem, a na niewielkim placyku przed wejściem do portu przemawia Pinarayi Vijayan, sekretarz miejscowej partii komunistycznej. Wołając do megafonu ze skrzyni półciężarówki, wzywa obywateli Kerali, by nigdy przenigdy nie kupowali towarów w wielkich supermarketach, jakie kongresowy rząd z Delhi pozwolił właśnie otwierać w Indiom cudzoziemcom. "Kongres kupczy Indiami, a zagraniczne supermarkety to nic innego jak nowa Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska i droga do nowego zniewolenia Indii" - woła sekretarz.

Sprzed kościoła św. Franciszka, gdzie zarabia na życie, Gerald Livero przyszedł na portowy plac na wiec komunistów. Przyznaje, że choć przyszedł na świat w rodzinie katolików, stracił wiarę i został komunistą. Teraz zaś tracił ufność w zwycięstwo rewolucji. Zmierzając bulwarem do portu, mijał na bulwarze akwizytorów sieci telefonii komórkowej Vodafone, którzy poubierani w czerwone koszulki, jak komunistyczni agitatorzy, przekonywali ludzi do kupowania nowych modeli telefonów. Zawsze ściągali większy tłum niż ten, który zbierał się w porcie podczas przemówień sekretarza Vijayana.

Udostępnij Tweetnij Wykop