Kilogram radości

  1. 14.12.2016

Ile waży radość? Maksymalnie kilogram - przynajmniej w kenijskiej mieścinie, gdzie służy s. Amabilis Gliniecka. W odpowiedzi na jej apel do wspólnoty spływają dziesiątki paczek z podarunkami, drobnymi jak na polską kieszeń. Ale dla miejscowych dzieci i młodzieży to często cały majątek.

Zaczęło się od wiadomości rozesłanej znajomym w Polsce: "Deo gratias! Mam dla Ciebie propozycje, bo i Ty możesz sprawić radość dzieciom z Mugoiri. Wystarczy wysłać list (…) ważący nie więcej niż 1 kilogram". Dalej krótka lista, co w liście może się znaleźć, na przykład: skarpetki, podkolanówki, majtki dziecięce, podkoszulki z długim i krótkim rękawem, rajstopy, chętnie grubsze, słodycze. Później dosłownie kilka słów o docelowych odbiorcach (dzieci od pół roku do ok. 16 lat) i parę zdań wyjaśnienia: "im więcej osób uda Ci się włączyć do tej inicjatywy, tym więcej listów z upominkami dotrze do naszych podopiecznych". Wreszcie -serdeczne pozdrowienia i adres:

Sr. Amabilis Gliniecka
PO Box 144, Kahuro
Murang'a
Kenya

Odpowiedź przeszła najśmielsze oczekiwania: znajomi przekazali wiadomość znajomym, ci puścili ją dalej, pod koniec listopada nadeszły pierwsze "kilogramówki", lada moment o inicjatywie polskiej zakonnicy dowie się cała Polska.

Dystans

Siostra Amabilis Gliniecka ze Zgromadzenia Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia na misję do Kenii, figurującej na listach najbiedniejszych państw świata, wyjechała w ubiegłym roku. Bóg rzucił ją do Mugoiri, malutkiej miejscowości, która przycupnęła w dolinie między wzgórzami. Miejscowości, dodajmy, bardzo ubogiej - większość jej mieszkańców pracuje na roli, ich dniówka to równowartość od 6 do 12 złotych.

W rozmowie z siedleckim tygodnikiem "Echo Katolickie" wyjaśniała, że wyjazd był "jedynie odpowiedzią na pragnienie, jakie Bóg złożył" w jej sercu. Wybór padł na Kenię, którą odwiedziła trzy lata wcześniej i którą odnalazła jak swoje "własne miejsce". - Pierwsze spotkanie z misyjną rzeczywistością zmieniło bardzo wiele - mówiła. To znaczy uprościło spojrzenie na własne życie, problemy, potrzeby. - Konfrontacja ze światem ludzi realnie ubogich, a jednocześnie pełnych radości, sprawiła, że nabrałam dystansu do moich oczekiwań, przyzwyczajeń, dotychczasowego stylu życia. Po drugie sam przyjazd i pobyt w Kenii sprawiły, iż umocniła się moja wiara w to, że nie ma rzeczy niemożliwych - wyznawała.

Wśród kilku sióstr we wspólnocie w Mugoiri jest jedyną Polką, ich zadania to nie tylko ewangelizacja i katechizacja miejscowej ludności (od najmłodszych do najstarszych), ale też realna praca u podstaw: dożywianie dzieci przedszkolnych, wspieranie chorych na AIDS i ich rodzin, pomoc sierotom, wdowom, samotnym matkom, bezdomnym, prowadzenie małego dyspensarium, czyli przychodni zdrowia.

Bezradność

Problemów w Mugoiri jest bez liku. Jakby biedy było mało, w okolicy panoszy się wirus HIV i choroby będące efektem słabego dostępu do higieny, często brakuje wody, a jeśli już jest - to zanieczyszczona, pełna robactwa, które dostaje się ludziom do organizmów.

- Rodzin i osób starszych oczekujących na pomoc i wsparcie nie da się zliczyć. Do wszystkich nigdy nie uda nam się dotrzeć, ale materac, koc, wiadro, ryż, mąka, a nawet mydło do prania - to źródła prawdziwej wdzięczności i szczerej radości - mówiła "Echu Katolickiemu". I zapewniała, że udzielając pomocy ubogim, siostry starają się angażować ich w pracę na rzecz misji. - W ten sposób próbujemy ukształtować w nich postawę współodpowiedzialności i współpracy, minimalizując tym samym ryzyko utrwalania postaw roszczeniowych.

Połowa z ponad sześćdziesięciorga ich podopiecznych w szkole-przedszkolu Don Orione Nursery School jest objęta projektem "Adopcja na odległość", wiele również "Adopcją Serca". - Najpiękniejszą cząstkę tego apostolatu stanowią osobiste spotkania i poznawanie prawdziwych, konkretnych ludzkich historii. Często jednak jestem zupełnie bezradna wobec ogromu biedy i cierpienia, ale Pan Bóg - przez dobrych ludzi, przychodzi nam wielokrotnie z pomocą. Dzięki przyjaciołom naszej misji udało się odmienić los kilku rodzin. (…) Choć czasami możemy im podarować jedynie naszą miłość, życzliwość, prostą obecność i modlitwę - mówiła s. Amabilis.

Pomysł z życia wzięty

Z okazji świąt, oprócz modlitwy i życzliwości, z pomocą ludzi z Polski (a nawet całego świata, bo paczki docierają m.in. ze Szwecji, Belgii, USA i Wielkiej Brytanii) s. Amabilis będzie mogła podarować swoim podopiecznym namacalne prezenty. - To pomysł z życia wzięty. Zaprosiłyśmy do naszej misji najuboższe dzieci, aby mogły się umyć, najeść i pobawić. Wówczas przekonałyśmy się, że wiele z nich nie ma nic - nawet bielizny. Niby drobiazg, ale kosztuje. Poza tym wśród darów z używaną odzieżą nie ma podkoszulek, majtek, ani skarpetek - tłumaczy w rozmowie z KAI s. Amabilis.

Warunek jest właściwie tylko jeden: przesyłka musi być nadana jako list, nie paczka, a waga nie może przekroczyć kilograma. Bo tylko takiej przesyłki odbiór w Kenii jest darmowy i zmniejsza ryzyko, że trafi do urzędu celnego. Za większe (to znaczy cięższe) paczki i listy trzeba już sporo zapłacić.

Jeszcze nie wszystkie paczki zdążyły nadejść, a już s. Amabilis planuje kolejny projekt: podarowanie potrzebującym dosłownie garści mąki, z której można zrobić podpłomyk (bo wiele rodzin w okolicy stać tylko na jeden posiłek dziennie). - Nie chodzi o akcję, o jednorazową pomoc, ale o regularne odwiedzanie tych dzieci. Naszą rolą jest towarzyszenie im, także uczenie podstawowych czynności takich, jak pranie, gotowanie i dbanie o higienę - wyjaśnia zakonnica w rozmowie z KAI.

Paczki do 1 kg wagi z bielizną, skarpetkami, koszulkami i innymi drobnymi darami można wysyłać na adres:

Sr. Amabilis Gliniecka
PO Box 144, Kahuro
Murang'a
Kenya

Udostępnij Tweetnij Wykop