Paniom wstęp wzbroniony, czyli dawne zwyczaje świąteczne

  1. 30.11.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

Współcześnie kultywowane zwyczaje wigilijne są na tyle mocno wrośnięte w polską tradycję, że można by odnieść wrażenie, iż charakter Bożego Narodzenia nie ulegał w przeszłości zmianie. Nic bardziej błędnego. Kto pamięta dziś bowiem o rozdawaniu "szczodraków" i "kolędzie dla wilka"? Rzućmy okiem na kilka zapomnianych już obrzędów i tradycji, aby uzmysłowić sobie, dlaczego dziś świętujemy w taki, a nie inny sposób.

Choć trudno to sobie wyobrazić, związki obrzędów wigilijnych z religią chrześcijańską, nie są wcale takie oczywiste. Boże Narodzenie, dzięki usilnym staraniom głów Kościoła, zastąpiło wieki temu święta pogańskie. Dowód? Wyznaczone przez władze kościelne daty narodzin Chrystusa (początkowo 6 stycznia, następnie 25 grudnia) ściśle pokrywały się z uroczystościami ku czci pogańskich bogów. W ten sposób doszło do prostej wymiany: starożytne obiekty kultu miał zastąpić jeden chrześcijański bóg.

Tak duża zmiana nie zatarła rzecz jasna od razu dawnych tradycji. W gruncie rzeczy pewne pozostałości dawnych zwyczajów są obecne w polskim świętowaniu do dziś. Weźmy choćby puste nakrycie dla zbłąkanego wędrowca, którego obecność na wigilijnym stole jest oczywiste. Pogańskie świętowanie narodzin bogów i nowego początku miało zarazem charakter zaduszny. Dlatego też dawne kolacje wigilijne były jednocześnie hołdem dla zmarłych. Dodatkowe naczynia były początkowo przeznaczone nie dla potrzebujących, a dla dusz przodków.

Właśnie dlatego dziś spożywamy kolację wigilijną w skupieniu. Wszystko po to, by nie urazić naszych zmarłych. W przeszłości Polacy zostawiali przez jakiś czas na stole resztki pozostałe po posiłku. Miały one stanowić pokarm dla dusz, które zdecydują się odwiedzić domostwo. Przekonanie o tym, że czekamy na zabłąkanego gościa zawdzięczamy doświadczeniom drugiej wojny światowej. Dodatkowe nakrycie miało czekać na najbliższych, którzy mogą w każdej chwili powrócić z wojennych kampanii.

Co prawda czasy się zmieniają i panowie coraz chętniej pomagają w kuchni swoim partnerkom, wciąż większość obowiązków kulinarnych związanych ze świętami spoczywa na barkach pań. Trzeba jednak pamiętać, że obecność kobiet nie zawsze była pożądana podczas świątecznych przygotowań. I nie chodzi bynajmniej o to, że mężczyźni starali się w przeszłości odciążać swoje wybranki. W niektórych częściach Podkarpacia dokładano wszelkich starań, aby osobą, która jako pierwsza pojawi się na wieczerzy, nie była kobieta. Wedle dawnych wierzeń, stanowiło to złą wróżbę. Aby uniknąć ewentualnych nieprzyjemności, do okolicznych domostw wysyłano chłopców, którzy składali gospodarzom życzenia. W zamian za odpędzenie złego czaru, chłopcy otrzymywali bułeczki nazywane "szczodrakami".

Dużą wagę przywiązano do hodowanych zwierząt i uprawy rolnej. Siano podczas wigilijnej wieczerzy umieszczano swego czasu nie pod obrusem (zresztą często samo w sobie stanowiło obrus), a w kącie izby. Tak umieszczony snopek miał zapewnić gospodarzom pomyślne zbiory. Duchowni jeszcze w XVII wieku krytykowali ten zwyczaj, z uwagi na jego pogańskie pochodzenie. Z czasem jednak dekorowanie domu sianem nabrało dodatkowej, chrześcijańskiej symboliki. Dlatego dziś kojarzy się nam ono raczej ze żłóbkiem, w którym wedle tradycji przyszedł na świat Chrystus.

Dziś oczekujemy od naszych zwierząt, aby w noc wigilijną (czyli noc pełną cudów) zamieniły z nami dwa słowa. Swego czasu jednak ten wyjątkowy wieczór był traktowany jako świetna okazja do zapewnienia naszym podopiecznym dodatkowych sił witalnych. Dzielono się z nimi resztkami ze stołu i opłatkiem (zwyczaj również jest pozostałością po czasach pogańskich), który posiadał ponoć cudowne właściwości. Popularne było przekonanie, że dusze zmarłych mogą pojawić się w domu pod postacią ptaków, dlatego też usuwano z kołków wszelkie ubrania, aby przybysze z zaświatów mieli na czym przysiąść. Wierzono również, że gość ze świata zmarłych może pojawić się wśród żywych jako wilk. Dla niego przygotowywano tzw. "wilczą kolędę", czyli najczęściej miskę grochu.

A skoro już przy posiłkach jesteśmy: Boże Narodzenie we wczesnym wydaniu nie było wcale obfitą ucztą pełną rozmaitych potraw rybnych i mięsnych. Stawiano raczej na rozmaite owoce leśne, orzechy, grzyby i miód. Tego typu akcenty pojawiają się zresztą na wigilijnych stołach również dziś. Zdecydowanie młodszy jest rzecz jasna zwyczaj związany z centralnym punktem każdego świątecznego salonu, czyli choinką. To akurat zasługa wpływów niemieckich. Choć wielu również upatruje w tym pogańskich wpływów związanych z kultem przyrody, należy pamiętać, że jabłka (dziś zastępowane bombkami) wieszane na gałązkach symbolizują drzewo poznania dobra i zła, natomiast łańcuch - węża, który zburzył rajski spokój. Drzewka dekorujemy od około XVII wieku, początkowo dotyczyło to jedynie najbogatszych kupców i mieszczan. Podobnie jak obdarowywanie się prezentami, które w wieku XIX nie było w Polsce jeszcze niczym oczywistym.

Jak widać świąteczne tradycje ulegały w przeszłości rozmaitym zmianom i wpływom. Niewykluczone, że potrawy i zachowania, bez których nie wyobrażamy sobie dziś Wigilii, będą za kilka stuleci traktowane jak dziwactwo i zastąpione nowymi zwyczajami. Pod warunkiem oczywiście, że wiedza na ich temat przetrwa, a coraz bardziej skomercjalizowane Święta nie będą się wówczas sprowadzać tylko i wyłącznie do gorączkowych zakupów w centrach handlowych.

Mateusz Witkowski

Udostępnij Tweetnij Wykop