Polak tylko narzeka? Niezupełnie. Ma też ogromne serce do pomagania

  1. 22.12.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

„Nie przeżyje” – mówili lekarze, gdy w wieku 3 tygodni leżał z podejrzeniem sepsy. Gdy miał 4 miesiące, na chwilę „umarł” na rękach mamy podczas zwykłego pobierania krwi. Rodzice dziękowali Bogu, że wydarzyło się to w szpitalu – w domu by go nie odratowali. Przez lata wysłuchiwali, że ich syn ma 50 proc. szans na przeżycie. Dzięki pomocy tysięcy nieznanych osób Emila udało się uratować.

Był siny i bez energii – jego historia poruszyła tysiące internautów. Zaczęło się od apelu jego mamy na Facebooku i portalu siepomaga.pl. Historia problemów Emila zaczęła się, gdy jeszcze przed jego narodzinami, podczas badań wykryto, że nie rozwija się prawidłowo - był o 300 g mniejszy od swojego brata bliźniaka, a na dodatek miał chore serce. Po przyjściu chłopców na świat okazało się, że wada ta ma postać tetralogii Fallota z zarośnięciem zastawki tętnicy płucnej oraz połączeniami systemowo-płucnymi. Chłopiec cierpi też na skrajną hipoplazję tętnic płucnych. Oznacza to, że Emilowi należało wstawić stenty, aby zwiększyć przepływy oraz saturację. Jednak taki stent to tylko pomoc doraźna - wystarcza jedynie na pół roku, może nieco więcej. Do tej pory był to jedyny znany sposób na przedłużenie Emilowi życia do czasu, aż ktoś znajdzie inne rozwiązanie.

W pewnym momencie pojawiło się światełko w tunelu - jedyna w swoim rodzaju szansa, żeby Emil żył. Chłopcu zaproponowano operację w Stanach Zjednoczonych, lecz okazało się, że jej realizacja przekracza znacznie możliwości finansowe rodziców. Jeden ośrodek na świecie zdecydował się operować chorego chłopca - próby uratowania życia dziecka podjął się prof. Frank Hanley ze Stanford Children's Hospital w USA.

Zbiórka na operację potoczyła się w szalonym tempie. Mówiło się o niej w telewizji, w radiu, w internecie pisał o tym każdy. Na rodziców spłynął ogrom dobrych słów od zupełnie obcych ludzi i po kilku tygodniach udało się zebrać aż 7 milionów złotych. Emil szczęśliwie wylądował w Stanach.

Post sprzed kilku dni: „Nasz dzielny wojownik Emil już z powrotem w domu, po walce zakończonej zwycięstwem, dzięki tysiącom serc, które zwróciły się w stronę tego jednego, chorego, tak bardzo potrzebującego pomocy!!! Wada została naprawiona jednoetapowo, a funkcja serca Emila jest teraz zbliżona do funkcji serca zdrowego! Emil będzie mógł funkcjonować prawie tak jak zdrowe dziecko, czeka go szczęśliwe dzieciństwo i, co najważniejsze, będzie żył – dzięki Wam!”.

To tylko jedna z wielu głośnych zbiórek, które odbyły się w kończącym się roku. Jak pomagają Polacy?

Hojnie w internecie

Lena, 4 lata, diagnoza - malformacja Chiariego, zespół Crouzona, siatkówczak, złośliwy nowotwór oka. Ponad 189 tys. złotych zebranych na siepomaga.pl: „Lenka, mała dziewczynka, która w cierpieniu żyła na co dzień, przeszła skomplikowaną operację powiększania czaszki. Już nie boli! Grymas płaczu przemienił się w piękny uśmiech! Uwielbiamy takie zakończenia, bo czy można zrobić coś lepszego niż uwolnić dziecko od bólu?”.

Weronika, 3 miesiące, urodziła się z wrodzoną wadą serca: „Pozwolić przyjść na świat i ocalić życie - tego dokonaliście dla Weroniki, dziewczynki z połową serca, która urodziła się w klinice w Munster, w asyście najlepszych specjalistów na świecie. Obecnie jest po udanej operacji maleńkiego serduszka, która bez Waszych wspaniałych serc nie mogłaby się odbyć. Wszystko idzie zgodnie z oczekiwaniami lekarzy, a mała Weronika już powoli poznaje świat z perspektywy wózka”.

Cyprian, 2,5 roku, diagnoza - Dysplazja korowa, padaczka lekooporna: „Burza w głowie Cypriana trwała od momentu jego narodzin. Wyładowania elektryczne, spowodowaną przez lekooporną padaczkę, zabijały w chłopcu życie, cofając go do rozwoju niemowlaka. Przedwczoraj Cyprian przeszedł operację usunięcia ogniska padaczkowego w klinice w Niemczech, która była możliwa dzięki setkom Darczyńcom takich jak Ty. Powolutku dochodzi do siebie. „Operacja udała się - pisze mama. Trwała cały dzień... Wycięto połowę chorej prawej półkuli mózgu. Nasz kochany synek wybudził się, od razu nas rozpoznał, porusza się, mówi... To cud. Tak bardzo jesteśmy szczęśliwi! Nigdy Wam tego nie zapomnimy, że daliście Cypriankowi szansę na zdrowie. Dziękujemy Wam z całego serca”.

To tylko kilka z zakończonych w tym roku zbiórek fundacji SiePomaga. To jeden z wielu przykładów na to, że Polacy są w stanie robić rzeczy niesamowite i to w zawrotnym tempie, bo część z tych dzieci udało się uratować po raptem kilkudniowej mobilizacji w sieci. 4 mln złotych w 4 dni? Co to dla nas.

- Możemy udawać, że tego nie widzimy, a możemy coś zrobić dla tych ludzi. Nigdy nie wiadomo, czy my się nie znajdziemy w takiej sytuacji. To zresztą widać w tych historiach. Życie człowieka zmienia się w sekundę – mówiła w rozmowie z WP Monika Urban, założycielka portalu.

Nie tak dawno temu kwota wszystkich pieniędzy przekazanych do fundacji SiePomaga przekroczyła 100 milionów złotych. Fundacja ma 600 tysięcy stałych pomagaczy, wsparła w chorobie kilka tysięcy ludzi, dzięki niej wielu z nich żyje.

Szlachetnie z paczkami

Internetowe zbiórki to jedno. Jak co roku wielkim sukcesem okazała się także Szlachetna Paczka. Tu też Polacy pokazali, że potrafią pomagać. Jeszcze przed przygotowaniem charytatywnych paczek wolontariusze odwiedzili dziesiątki rodzin, by opisać ich sytuacje.

Wśród tych historii jest ta pani Ireny, która najbardziej wstydzi się swojej łazienki i smrodu stęchlizny. Na paletach stoi stara pralka, która wylewa wodę podczas prania. Pranie musi robić często – ma trójkę dzieci, w tym jedno chore. Najmłodszy synek nie mówi i nie chodzi. Cierpi na porażenie kończyn. Mieszkają w starym domu, w małej wsi, takiej, gdzie autobus pojawia się raz dziennie. Pani Irena robi wszystko, żeby dzieci nie głodowały: zbiera grzyby, robi przetwory, wyszywa nocami obrusy i serwetki, a potem sprzedaje swoje prace. Najważniejsza potrzeba: zimowe buty. Marzenie: rehabilitacja dla syna.

Jest też Pani Czesia, która na co dzień myje się w zlewie. Wejście do wanny to dla niej za duże wyzwanie. Cierpi na osteoporozę, ma problem z poruszaniem się. Nie wychodzi z domu. Nie ma nikogo bliskiego. Mąż popełnił samobójstwo, a syn choruje psychicznie i przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Śniadanie: kromka chleba, szklanka mleka od sąsiada. Zadłużenie: 5 tys. zł. Plany na święta: brak.

Jest i historia 22-letniego Mateusza. W mieszkaniu biednie, ale czysto. 5-letnia Kasia ogląda bajkę na starym, kineskopowym telewizorze. Na łóżku leży ich mama. Już nie ma z nią kontaktu. Gdy padła diagnoza, że to wirusowe zapalenie wątroby typu C, ojciec Kasi uciekł. Zostawił rodzinę bez środków do życia. Nie płacili czynszu, z centrum miasta zostali eksmitowani do mieszkania socjalnego. Rolę głowy rodziny bierze na siebie Mateusz, zostaje zastępczym ojcem dla Kasi i opiekunem mamy, która wymaga stałej opieki: karmienie, zmiana pampersów, mycie, częste pobyty w szpitalu. Mateusz ma marzenie, żeby czasem wyjść z kumplami, pograć w piłkę. Pożyć tak, jak inni w jego wieku. Zapytany o najważniejszą potrzebę bez wahania odpowiada: kości na zupę, dużo kości. Żebym miał z czego ugotować im obiad.

Tylko w zeszłym roku wolontariusze odwiedzili ponad 40 tys. rodzin w potrzebie, a ponad 20 tys. włączyli do akcji. Podobnie podczas tej edycji Szlachetna Paczka połączyła blisko milion Polaków. Wartość pomocy przekazanej w paczkach sięgnęła 54 miliony złotych.

Magdalena Drozdek

Udostępnij Tweetnij Wykop