Skąd się wzięło pisanie listów do św. Mikołaja

  1. 30.11.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

Tradycja pisania listów do Świętego Mikołaja jest znana niemal na całym świecie. Jednak mało kto wie, że zapoczątkował ją nowojorczyk John Duval Gluck, wizjoner, kanciarz i mężczyzna, który zgodził się na odgrywanie roli dobrotliwego staruszka z bieguna północnego.

Zanim to się jednak stało, w Stanach Zjednoczonych to dzieci otrzymywały listy od Świętego Mikołaja. Ich autorami byli rodzice, którzy sprytnie wykorzystywali okazję, aby dać rozrabiakom reprymendę albo przekazać kilka dobrych rad. Zwyczaj był znany też w Anglii, czego dowodem są pięknie ilustrowane listy pisane przez J.R.R. Tolkiena do jego dzieci, w których podszywał się pod Świętego Mikołaja i niezdarnego niedźwiedzia polarnego. Z czasem dzieci zaczęły odpisywać, zazwyczaj umieszczając swoje listy w kominku. Jednak koło 1870 roku nowojorskie urzędy pocztowe zostały zasypane przez dziecięce listy do Mikołaja. Problem polegał na tym, że ich odbiorca nie istniał tak naprawdę.
Chcąc nie chcąc, władze musiały listy niszczyć, co musiało być bardzo przygnębiającym zajęciem i wzbudzało sprzeciw nowojorczyków. Negatywny rozgłos sprawił, że główny naczelnik poczty postanowił temu zaradzić. Co roku każda zaakceptowana przez władze organizacja mogła zgłosić się do odpowiadania na listy adresowane do Świętego Mikołaja. Przez lata nikt się nie zgłaszał, aż w 1913 roku na scenę wkroczył John Duval Gluck.

Pozornie nie miał nic wspólnego z tym, którego rolę postanowił odgrywać. Rozwodnik, nie miał własnych dzieci i nie był też specjalnie religijny. Był najstarszy z pięciorga rodzeństwa i dobrze wspominał swoje dzieciństwo oraz święta spędzane w rodzinnym gronie. Jak twierdził potem, pomoc potrzebującym była w jego domu świąteczną tradycją. Gluck odziedziczył po swoim ojcu firmę maklerską, jednak w wieku 35 lat poczuł, że chciałby zrobić coś więcej ze swoim życiem. Przez wiele lat żył z przeświadczeniem, że jest stworzony do wielkich celów. Chciał pomagać innym i jednocześnie łaknął sławy. Gdyby tego mało, urodził się 25 grudnia. W tym świetle rola Świętego Mikołaja pasowała do niego jak ulał.
W szybkim czasie Gluck rozpoczął działalność Organizacji Świętego Mikołaja (Santa Claus Associaton), chętnie zapraszając w swoje progi dziennikarzy. Opowiadał im, że poza lalkami i misiami, dzieci miewają zadziwiające marzenia. Niektóre z nich prosiły Mikołaja o węgiel, tak bardzo doskwierał im chłód w zimowe miesiące. To sprawiło, że Gluck postanowił im naprawdę pomóc.

Organizację Świętego Mikołaja zasilały szeregi wolontariuszy, których zadaniem było przeczytanie listu od każdego dziecka i wyłapanie tych, w których zawarte były skargi na głód, bardzo złe warunki mieszkalne (czasem nawet bezdomność) oraz maltretowanie. Takie listy były przekazywane do Publicznej Komisji Charytatywnej w celu dalszego dochodzenia. Dzięki szczegółowej inspekcji wolontariuszy wybierane były listy tych, którzy najbardziej potrzebowali pomocy. Każdy z nich był następnie wysyłany do potencjalnego sponsora. 
Organizacja Glucka okazała się olbrzymim sukcesem. Do 24 grudnia 1913 roku dostarczono za jej sprawą prezenty do ponad 13 tysięcy dzieci w Nowym Jorku. Dwa lata później ta liczba urosła do 50 tysięcy. W gazetach publikowano historie zachwyconych dzieci, a najbogatsze rodziny w mieście chętnie sponsorowały prezenty potrzebującym. Gluck dawał im możliwość bezpośredniego doświadczenia efektów swojej dobroczynności i pozwalał im wręczać podarki osobiście.

Niestety, historia nie kończy się w tym miejscu. Chociaż Gluck chciał naprawdę pomagać i udało mu się zrobić dużo dobrego, nie przeszkodziło mu to w czerpaniu osobistych profitów z organizacji. W 1915 ogłosił plan zbudowania siedziby Organizacji Świętego Mikołaja, w której miał mieścić się nie tylko mikołajowy warsztat, lecz również biura innych organizacji charytatywnych oraz tzw. Rynek Liliputów, olbrzymie targowisko zabawek. Łączny koszt Gluck szacował na 300 tysięcy dolarów. 

Gluck chciał zebrać potrzebne pieniądze od sponsorów. W tym celu prowadził serię szemranych organizacji charytatywnych, w tym Window Crib Society, społeczność proklamującą instalowanie klatek przymocowanych do okien apartamentowców, dzięki którym małe dzieci mogłyby bawić się na świeżym powietrzu. Za sprawą Glucka do życia zostali powołani również Skauci, społeczność przeznaczona dla chłopców lubiących wycieczki do lasu i pomoc innym. Do ekwipunku każdego chłopca, poza śpiworem i scyzorykiem, zaliczała się również broń palna. Gluck uważał, że każdy chłopiec powinien umieć się z nią obchodzić, aby być przygotowanym do służby wojskowej. Niestety, po tragicznym wypadku, w którym dwunastolatek ze Skautów zastrzelił swojego dziewięcioletniego kolegę, dobra passa Glucka skończyła się. Odwróciło się od niego wielu ważnych darczyńców, a kiedy na światło dzienne wyszły jego finansowe oszustwa, Organizacja Świętego Mikołaja przestała istnieć. Urząd pocztowy zerwał umowę z Gluckiem i przestał doręczać mu listy od dzieci, bez których jego organizacja nie miała racji bytu. Sława Johna Duvala Glucka dotarła do swojego smutnego kresu.

Musiało minąć wiele lat, zanim proces odpowiadania na listy do Świętego Mikołaja został przywrócony i ponownie sformalizowany w Stanach Zjednoczonych. Dziś zajmują się tym setki organizacji lokalnych, pod wspólnym szyldem Operation Santa Claus. 

Udostępnij Tweetnij Wykop