Święta na służbie. Trochę inna rodzina

  1. 24.12.2016

"Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś" - mówi książę Hamlet w najbardziej znanym dramacie Szekspira. Cytat ten wydaje się szczególnie ważny dla tych, którzy z dala od najbliższych spędzają Wigilię i święta Bożego Narodzenia.

Wypatrywanie pierwszej gwiazdki, życzenia składane najbliższym przy cichym akompaniamencie łamanego opłatka, uroczysta kolacja - to rytuały, bez których większość z nas nie wyobraża sobie świąt. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków chcąc-nie chcąc odprawia je jednak na służbie.

Taki zawód

W systemie zmianowym 24 na 48, czyli całodobowa służba, a później dwa dni wolnego, jakby nie kombinować, któryś ze świątecznych dni trzeba spędzić w pracy. Oznacza to, że w Wigilię samych strażaków zawodowych służy 10 tysięcy, 24-godzinną zmianę w ciągu trzech dni świątecznych zalicza każdy z nich - a jest ich w Polsce ok. 32 tysięcy.
Marek wyjaśnia: Wigilia to właściwie dzień jak co dzień. A zatem: zbiórka w jednostce przed ósmą rano, przejęcie sprzętu od poprzedniej zmiany, sprawdzenie jego stanu, czy nic nie jest uszkodzone, czy niczego nie trzeba uzupełnić, naprawić. Później śniadanie, szkolenie teoretyczne, ćwiczenia bojowe i taktyczne.

Luźniej robi się dopiero około godziny 15, kiedy dowództwo opuszcza jednostkę, a strażacy są pewni, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. - Każdy przynosi jakieś wigilijne potrawy, dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia, siadamy do kolacji, później najczęściej włączamy telewizor i słuchamy kolęd - opowiada strażak.

To pod warunkiem, że nie ma wezwania. Bo gdy nadchodzi wezwanie - najczęściej pożar lub wypadek - trzeba wszystko błyskawicznie rzucić, oderwać się od stołu czy nucenia kolęd, wyrwać ze świątecznego nastroju i pędzić na akcję. Marek jednak zapewnia, że rzadko się to zdarza. - Święta to są spokojne dni, w porównaniu z innymi. Do wypadków najczęściej dochodzi w pracy, a większość ludzi popołudniu w Wigilię i w kolejne dni świąt ma jednak wolne. Ulice też są opustoszałe, wszyscy spędzają czas w domach, z rodziną, więc kolizji drogowych też jest zdecydowanie mniej.
Żalu, że tego dnia nie można spędzić z najbliższymi - rodzicami, żoną, dziewczyną, dziećmi - nie ma. - Każdy z nas decydując się na taki zawód musiał liczyć się z tym, że trzeba będzie spędzać święta na służbie - wyjaśnia Marek. Choć przyznaje, że nutka nostalgii za rodziną zawsze gdzieś tam między choinką a wigilijnym stołem zabrzmi, zapewnia jednocześnie: - Jesteśmy zespołem, pracujemy razem co trzy dni, przebywamy ze sobą przez 24 godziny, razem jemy, śpimy, rozmawiamy, opowiadamy sobie dowcipy. Traktujemy siebie wzajemnie jak swego rodzaju rodzinę. Właściwie więc nawet na służbie spędzamy święta z bliskimi.

Drugi dom

Nieco bardziej komfortową sytuację mają policjanci (niespełna 100 tysięcy) i strażnicy miejscy (ok. 10 tysięcy) - pracując na zmianach 12- lub 8-godzinnych mniejsze jest prawdopodobieństwo, że służba wypadnie akurat wtedy, gdy cała rodzina będzie wypatrywała pierwszej gwiazdki, dzieliła się opłatkiem, składała sobie życzenia, zasiadała do wieczerzy czy szła na pasterkę.
Kasia, strażniczka miejska z 25-letnim stażem, podobnie jak strażak Marek liczyła się z tym, że nie raz i nie dwa służba wypadnie akurat w święta. - Taka praca, wiadomo - mówi z uśmiechem. - Na służbie człowiek skupia się przede wszystkim na zadaniach, które ma do wykonania. Z rodziną zobaczy się przecież najpóźniej jutro, wszystko jest do nadrobienia. To jest z jednej strony już przyzwyczajenie. A z drugiej, po latach służby praca staje się drugim domem, a cała załoga - drugą rodziną.
W domu Kasi z tego tytułu problemów nigdy właściwie nie było, bo w jej najbliższym kręgu rodzinnym niemal cichą tradycją stało się, że któryś z bliskich jest mundurowym. - O tym, że służba wypadnie w święta, wiemy wcześniej, więc na spokojnie ustalamy, kiedy się zobaczymy. Jeśli mam na przykład zmianę od rana, zajeżdżam późnym wieczorem, prezenty czekają na mnie pod choinką. A gdy służba wypada wieczorem, w czasie Wigilii, babcię i troszkę dalszą rodzinę odwiedzamy w pierwszy dzień świąt - wyjaśnia.

A jak wyglądają święta w pracy? Kasia przyznaje, że w wolnej chwili myśli trochę uciekają do rodziny wypatrującej pierwszej gwiazdki, łamiącej się opłatkiem, gromadzącej się przy wigilijnym stole. Nie ma jednak z tego powodu jakiegokolwiek żalu, smutno też jej nie jest, bo na świątecznym patrolu, nawet interwencji, wciąż wyczuwa się ducha życzliwości. - W pracy cały czas spotykamy się z ludźmi, w okresie świąt są bardzo przyjaźni, składają nam życzenia, bardzo wyraźnie widać, że każdy otwiera się na drugiego człowieka - mówi Kasia.
I dodaje: - To nieprawda, że ludzie są w tym czasie, zwłaszcza tuż przed świętami, skoncentrowani tylko na zakupach, porządkach. Ja widzę, że zwracają większą uwagę na innych, zwłaszcza potrzebujących. Dzwonią, że widzieli bezdomnego, a jest mróz, martwią się, czy wszystko w porządku, proszą, żeby podjechać, sprawdzić. Czuje się, że każdy chce zrobić coś dobrego.

Aneta Wawrzyńczak

Udostępnij Tweetnij Wykop