Boże Narodzenie – czy może już tylko „zimowe święta”?

  1. 1.12.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

W Polsce wciąż jeszcze obchodzimy święta Bożego Narodzenia. Na tle laicyzującej się Europy – która ten czas „ochrzciła” mianem „świąt zimowych”, eliminując treści religijne nawet z kartek świątecznych, nie mówiąc już o szopkach – tradycyjne wartości mają się w naszym kraju bardzo dobrze. Wszyscy, bądź prawie wszyscy śpiewamy kolędy, a pasterka gromadzi w kościołach nawet tych, którzy rzadko myślą o religii i przeważnie nie odwiedzają świątyń. W czasie wieczerzy wigilijnej także wszystko będzie „jak trzeba” – przełamiemy się opłatkiem, zachowamy również zwyczajowy post.

Nie ma się jednak co oszukiwać, procesy sekularyzacyjne (inna rzecz, że, jak utrzymuje część socjologów, nie są one nieodwracalne – co pokazuje choćby przykład Stanów Zjednoczonych i badania naszych uczonych, wskazujące, że wchodzące w życie społeczne młode polskie pokolenie jest bardziej konserwatywne od swoich rodziców) poczyniły w ostatnich latach dość istotny wyłom w jednorodnym i katolickim społeczeństwie Rzeczypospolitej Polskiej. Jak wskazują socjologowie, dla blisko 25 proc. Polaków (dane za rok 2011) Boże Narodzenie nie ma wcale lub ma tylko małe znaczenie religijne.

Dla ponad 75 proc. jednak ma – mogą mówić (i mówią) optymiści. Czy jednak rzeczywiście mają rację? Czy nawet ci, dla których jest to ważne święto religijne, obchodzą je całkowicie zgodnie z tradycją?

By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się statystycznej polskiej rodzinie. Czym jest zajęta w okresie adwentu? Tylko dla niewielu jest to okres duchowego przygotowania do nadchodzących świąt. Dla większości (no dobrze, znacznej części) to czas gruntownego sprzątania, zakupów (dla handlu „Boże Narodzenie” – cudzysłów jest tu niezbędny – zaczyna się jeszcze w listopadzie), a później gotowania. Pracom tym towarzyszy bardzo często, a jakże, świąteczna muzyka – zazwyczaj pozbawiona jednak jakichkolwiek odniesień do zliżającego się Bożego Narodzenia. Choć zdarza się, że z włączonego radia dobiega zakrzątanych także regularna kolęda. Czy pamiętają jednak oni (o ile wiedzą), że pieśni tych nie śpiewa się w adwencie – a tylko w okresie od Wigilii do Matki Bożej Gromnicznej (2 lutego), co ma głęboki liturgiczny sens?

Dzisiaj nikt, bądź prawie nikt nie widzi niczego niestosownego w śpiewaniu kolęd już od początku grudnia. Podobnie nikogo nie dziwi zeświecczony Święty Mikołaj, który z biskupa starożytnej Miry, ubranego w mitrę i dzierżącego w ręce pastorał, którym, gdy trzeba było, karał niesforne dzieciaki, przeistoczył się w dobrodusznego grubasa – specjalistę od bezalkoholowych napojów chłodzących. Santa Claus, jak go nazywają, razem ze swoimi reniferami i elfami jest od lat najlepszym symbolem zsekularyzowanych „świąt zimowych” lub Gwiazdki, bo przecież nie Bożego Narodzenia.

A same święta? To bardzo często okres zwiększonego obżarstwa i, co za tym idzie, wzmożonej czujności gastrologów. Coraz częściej obżarstwo to popełniane jest zresztą poza domem – na rozmaitego rodzaju wczasach świątecznych. Czyżby i Polacy zaczęli zapominać o starej prawdzie, że „Boże Narodzenie spędza się z rodziną”? Może i tak.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Socjologowie zwracają uwagę na znaczne rozluźnienie więzi rodzinnych, a socjologowie katoliccy – na powierzchowną wiarę Polaków, którzy (nie generalizujmy jednak) mają zazwyczaj dość niewielką wiedzę religijną. Po zakończeniu katechizacji statystyczny Polak poświęca zagadnieniom wiary około godziny tygodniowo – tyle trwa niedzielna msza święta i codzienny pacierz. O lekturze i kształtowaniu formacji religijnej mało kto myśli.

Udostępnij Tweetnij Wykop